Szlak rowerowy Rallarvegen

11 powodów dla których
warto przejechać Rallarvegen

Norwegia to kraj wodospadów, lodowców, czystych fiordów i nieustannie padającego deszczu. Nie trzeba jechać z jednego końca kraju na drugi, by to wszystko zobaczyć. Wystarczy przejechać Rallarvegen.

Rallarvegen to prawdziwy szlak rowerowy. To szutrowa, śnieżna, a na końcu ostro kamienista droga z nieustannie zmieniającymi się krajobrazami. Jeszcze żaden szlak nie zaskoczył mnie tak pozytywnie jak ten. Jeden szlak, a tysiące przygód w zaledwie 1 dzień! Zobaczcie dlaczego warto przejechać Rallarvegen.

Ucieknij od ulic i miast

Każdy rowerzysta wie, że jazda drogą z tysiącem samochodów nie jest niczym przyjemnym. Ścieżka Rallarvegen to trasa całkowicie wyłączona z ruchu samochodowego. Kiedy tylko dostrzegam znak wskazujący ścieżkę Rallarvegen, cieszę się jak dziecko. Od razu zmienia się klimat. Z głośnej, nieprzyjemnej jezdni wjeżdżam na szutrową drogę do rowerowego raju. Okryta promieniami słońca, zdająca się nie kończyć moja upragniona trasa rowerowa.

Teraz to my jesteśmy Panami szosy, a cała trasa należy tylko do nas, rowerzystów. Takie ścieżki powinny być wszędzie. Wtedy to mógłbym dojeżdżać do pracy nawet 20 kilometrów w jedną stronę.

Pierwszy odcinek między Haugastøl a Finse jest raczej płaski, ale już bardzo widokowy.

Zwiedź Hallingskarvet National Park

Centrum Bergen, Oslo czy inne wielkie miasta nie są dobrymi miejscami na poznawanie norweskiego życia. By moje wyobrażenie o pięknej Norwegii pokrywały się z wyobrażeniami, musiałem udać się trochę dalej. Ścieżka Rallarvegen przedstawia Norwegię w takiej postaci, w jakiej stworzyła ją natura!

Od samego początku jedzie mi się świetnie, a pogoda dopisuje jak nigdy. W taki dzień otaczające zielone trawy i kolorowe kwiaty mają jeszcze więcej uroku. Widoki nie przestają mnie rozpieszczać. Z rzadka rozsiane typowe czerwone domy zwieńczone są rogami jeleni. Chatki postawione przy czystych jeziorach i dzikich strumieniach kuszą swoim odosobnieniem.

Pełne kwiatów i dzikiej natury tereny Parku Narodowego Hallingskarvet.

Podziwiaj ośnieżone krajobrazy w lipcu

Ową sielankę przesiąkniętą soczystą zielenią przecinają niekiedy płaty lodu, rozwleczone grubymi warstwami wzdłuż mojej drogi. Ta zieleń na tle czystej bieli wygląda ciekawie i zachęca do lodowych wypraw.

Mapa mi podpowiada, że wystarczyłoby zejść na kilka kilometrów ze szlaku i trafiłbym na Hardangerjøkulen. Wielki, niebezpieczny i przyciągający tajemniczością lodowiec.

Widoki kuszą, by chociaż na chwilę zeskoczyć z roweru, wspiąć na pobliski pagórek i wypatrywać lodowca Hardangerjøkulen.

Zorganizuj piknik w samym środku bezludzia

Myślałem, że już nic mnie nie zaskoczy. Byłem jednak w błędzie. Na trasie postawiono drewniane WC, z okienkiem w kształcie serca. Można się tutaj poczuć jak na polskiej wsi kilkanaście lat temu. Nie pomyślałbym, że wychodek może wyglądać uroczo.

Kawałek dalej rozsiadam się na ławce i robię przerwę na posiłek. Do stolika przyczepiona jest informacja o sieci Wi-Fi. Ciekawość nie pozwala mi tego nie sprawdzić. Po chwili przeglądam sobie ulubione strony internetowe w jednym z najpiękniejszych miejsc Norwegii.

W tym miejscu pamięta się o turystach, więc nie brakuje piknikowych stolików i drewnianych WC.

Zrób sobie fotkę z owcami

Poza rozradowanymi rowerzystami nie może zabraknąć też owieczek przebiegających przez ścieżkę. Norweska klasyka. Na tle takich sielankowych krajobrazów wyglądają uroczo. Zwłaszcza te z czerwonymi wstążkami. Chętnie też pozują do zdjęć – oczywiście nie za darmo.

Bezpańskie, ale oswojone owce chętnie zapozują za garść trawy.

Zrób zakupy w bezobsługowym sklepie

Ścieżka Rallarvegen nie przestaje mnie zaskakiwać. Kiedy zaczyna mi doskwierać brak wody i głód, na trasie pojawia się kiosk ze słodkościami. Oczywiście bez sprzedawcy. Przeglądam półki z kosmicznymi cenami i znajduję wypełnioną zimnymi napojami lodówkę. Uszczęśliwiony kupuję puszkę coli.

Bezobsługowy sklep na końcu świata. Puszka Coca-Coli kosztuje 20 NOK, ale po kilku godzinach wysiłku zasłużyłem!

Utknij w zimowej wiosce w samym środku lata

Do tej pory jechałem w pełnym słońcu. Czuję jednak coraz chłodniejsze powietrze, aż w końcu muszę zatrzymać się i założyć cieplejszy polar. Płaty śniegu wcześniej z rzadka rozsypane, zaczynają się ze sobą łączyć. Właśnie dotarłem do Finse – wioski w całości pokrytej śniegiem.

Od razu zakochuję się po uszy w tym miejscu, tym bardziej że uwielbiam zimę i od dawna na nią czekam. Finse poza śniegiem ma też drewniane domki, kilka fajnych stoków do jazdy na nartach i cudowne schronisko. Już wiem gdzie chciałbym kiedyś spędzić święta!

Tak wygląda środek lata w norweskim Finse. Zupełnie inny świat niż 20 km wcześniej.

Przedrzyj się przez lodowiec

Kiedy moja przerwa w Finse się kończy, ubieram najcieplejsze rzeczy i podekscytowany wsiadam na rower, by przejechać zimową ścieżkę. Na trasie leży śnieg. Ale to tylko cienka warstwa na 50 metrowym odcinku. Wystarczy tylko kawałek poprowadzić rowery i zaraz z powrotem na nie wsiąść. Jednak dalej nie jest lepiej. Warstwa śniegu jest tak gruba, że nie widać biegu ścieżki, a tuż przy niej jest jezioro. Ostrożnie prowadzę rower i jakoś pokonuję ten dystans. Niestety im dalej, tym ciężej. Śniegu jest dwa razy więcej i nie widać jego końca.

Powoli człapię przed siebie, pchając ślizgający się na boki rower. Ciężkie sakwy nie pozwalają ich swobodnie prowadzić, a śnieg jest już wszędzie. Hamulce pokryte są górką śniegu, koła zmieniają kolor, a pedałów nie widać wcale. Środek lata, a ja pcham ośnieżony rower do Myrdal. Póki co daje radę i oby tak dalej. Na trasie nie widzę gorszych przeszkód. Choć na każdym zakręcie boję się spojrzeć przed siebie.

Skręcam do tunelu i na chwilę zaniemówiłem. Brak wyjazdu. Łopatą kopałby tam kilka godzin. Wchodzę na szczyt przeszkody i rozglądam się co jest dalej. A dalej niekończący się śnieg, mała przerwa i znowu śnieg. W końcu jestem na lodowcu, który nieszczęśliwie ciągnie się przez 20 kilometrów. Ryzykować? Będzie lepiej? Przepchanie roweru przez kilometr śniegu zajęło mi godzinę. Nie będzie lepiej, jest już szaro, a nie chcę spać w śniegu. Brrr. Zawracam.

Lekko zawiedziony pośpiesznie prowadzę rower przez śnieg, którym tu dojechałem. Może jeździ jeszcze pociąg do Flåm? Podchodzę do dworca i na tablicy widzę, że ostatni odjechał co najmniej godzinę temu. Za to kolejny jest o 4, czyli ponad 7 godzin czekania. Tylko gdzie?

Bez fatbike’a nie miałem szans w starciu z tak kopnym i mokrym śniegu.

Spędź noc w ciepłym schronisku górskim

Cofam się do schroniska, by tam przeczekać noc. Ściągam buty i wchodzę do jadalni. Robi się ciemniej i jeszcze cieplej. Kupuję chipsy i czekoladę na kolację, po czym rozkładam na wygodnej kanapie. Z wszystkich okien widać nieszczęsny lodowiec i przysłonięte nim fragmenty jeziora.

Kto by pomyślał, że tak właśnie skończy się mój dzień. W ciepłym schronisku, z dostępem do Internetu i wygodną kanapą do spania.

Przejedź kolejką z Finse do Myrdal podziemnymi tunelami

Po nieprzespanej nocce nie jest lekko. Zasypiam na stojąco, a przede mną jeszcze długa droga do Flåm. Z pomocą uprzejmego konduktora, pakuję rower do pociągu i podziemnymi tunelami przebijam się przez wielką bryłę lodu.

Od czasu do czasu przejeżdżam mostami zawieszonymi wysoko nad zlodowaconymi jeziorami. Widoki są tak cudowne, że nie pozwalają mi zasnąć.

Stacja kolejowa w Myrdal. To stąd większość turystów zaczyna podróż popularnym pociągiem, Flåmsbana.

Zjedź wzdłuż kolejki z Myrdal do Flåm

Kiedy wysiadam w Myrdal, wiem że znów czeka mnie rowerowa frajda. Znaki ostrzegają, że dalsza ścieżka do Flåm jest stroma na 17%. Przez kolejne trzy godziny będę tylko hamować. Cuuudownie! Górka, tysiące wodospadów, dzikie strumienie, czyste jeziora i błękitne niebo. Czego chcieć więcej?

I w ten oto sposób docieram do Flåm, bramy do cudownego Aurlandsfjord. Ale o tym następnym razem.

Spektakularny odcinek szlaku Rallarvegen między Myrdal, a Flåm.

Trasa Rallarvegen

Dla chcących zorganizować wycieczkę przez Rallarvegen, załączam mapkę poglądową. I szczerze zachęcam do tej niezapomnianej przygody!