Davlumbaz Tepe (3479 m)

Podsumowanie 2021
: rok podróży w nieznane

Czym zajmowałem się w 2021 skoro nie pisaniem bloga?

Hello World.

A nie, nie spotykamy się tutaj po raz pierwszy, choć tak długo niczego nie publikowałem na blogu, że czuję jakbym dopiero startował.

Choć może po części tak jest? Wszak aktualny rok powinien przywrócić ten adres do życia, ale w nieco innym wydaniu. Zanim jednak opowiem o planach na 2022, krótko podsumujmy miniony rok.

164 dni w podróży 3 zwiedzone kraje 2 odwiedzone kontynenty

Styczeń

Początek roku to odpoczynek po długiej, ubiegłorocznej podróży przez Turcję. Tak długiej, że 3. miesięczna wiza nie wystarczyła i musiałem walczyć z tureckimi formalnościami by ją przedłużać.

Niemniej jednak w styczniu udało mi się wyskoczyć na przedłużony weekend w moje ulubione Karkonosze. Jednym z celów była oczywiście zimowa Śnieżka! Nie pierwszy i nie ostatni raz.

Luty

Kolejny zimowy miesiąc wykorzystuję na pracę, odwiedzanie rodziny i znajomych oraz wspólną z nimi podróż. Tym razem wynajmujemy piękny domek na Podhalu i zwiedzamy Tatry oraz Gorce.

Po raz pierwszy w życiu wybieram się w Gorce i jako cel obieram Mogielicę, na której znajduje się popularna wieża widokowa. W Tatrach natomiast zwiedzamy turystyczne i łatwo dostępne miejsca, m.in. Halę Gąsienicową, Rusinową Polanę i Morskie Oko. Same sprawdzone klasyki.

Morskie Oko w zimowej osłonie
Droga na Mogielicę (1170 m) w Gorcach
Wschód słońca w Gliczarowie Górnym
Widok z okna naszego domku w Gliczarowie Górnym na panoramę Tatr.

Marzec

Minione dwa miesiące spędzone na typowej turystyce spowodowały, że zabrakło mi nieco mocniejszych wrażeń, przygód i adrenaliny. Skończyło się więc standardowo: spakowałem cały swój górski sprzęt i ruszyłem na tatrzańskie podboje!

Udało się zdobyć w zimowych warunkach Świnicę (2301 m), Kościelec (2155 m), po raz kolejny Kozi Wierch (2291 m). W międzyczasie pospacerowałem także przez Czerwone Wierchy oraz Wołowiec (2063 m) w Tatrach Zachodnich. Na dobicie wybrałem się ponownie w Gorce, odwiedzając popularny i fajny Turbacz.

Kwiecień

Korzystając z okazji, że ciągle jestem w Polsce, ponownie wybieram się w Tatry. Tym razem fotografować krokusy na Polanie Kalatówki oraz w Dolinie Kościeliskiej.

Wyższe partie Tatr są ciągle ośnieżone, więc odwiedzam również Starorobociański Wierch (2176 m) w Tatrach Zachodnich.

Czerwiec

Początkiem lata pierwsze kraje zaczęły się ponownie otwierać na turystów. Nie pozostałem temu obojętny i wyruszyłem w kierunku najmniejszych covidowych restrykcji, czyli do Chorwacji. Bez szczepień, bez testów, bez tego całego cyrku.

W Chorwacji spędzam dwa tygodnie na pięknej wyspie Hvar. Sezon jeszcze nie wystartował, więc cieszę się pustymi plażami, kwitnącymi lawendami i gorącą wodą (choć sam wyjazd był mocno aktywny!).

Sierpień

Po pracowitym lipcu bez żadnych wyjazdów, w końcu pakuję auto i ruszam w podróż, która potrwa do końca roku.

Zanim jednak opuszczę Polskę, przez tydzień zamieszkuję na Podhalu i odwiedzam m.in. górę Wdżar (767 m). Następne wyruszam na 3 tygodnie do Rumunii, gdzie poznaję spory fragment gór Piatre Craiului i napawam widokami w Górach Fogarskich.

Zauroczony tamtejszymi krajobrazami obiecałem sobie powrót w Karpaty Rumunii, koniecznie zimą!

Zachód słońca w Górach Fogarskich

Wrzesień

Kolejnym celem jest Turcja. Ponownie. Mimo spędzenia w tym kraju ponad 100 dni w 2020 roku, ciągle czuję niedosyt i chcę zwiedzić miejsca, na które wcześniej zabrakło czasu.

Zaczynam od Istambułu, największego miasta Europy. Zwiedzam popularne atrakcje turystyczne, bazary i próbuję lokalnej kuchni. W międzyczasie pracuję zdalnie i cieszę się moim nomad life.

Październik

Następnym celem jest rejon starożytnej Licji na pograniczu Morza Egejskiego i Morza Śródziemnego. A to oznacza piękne plaże, gorącą wodę i wiele zabytków po dawnej cywilizacji. W tym miejscu przechodzę fragmenty najpiękniejszego szlaku w Turcji, czyli Szlaku Licyjskiego.

Po krótkim odpoczynku ruszam w kierunku Aladağlar Mountains, gdzie wdrapuję się na Davlumbaz Tepe (3479 m).

Ponownie wracam do Kapadocji by odkrywać podziemne miasta, błądzić w skalnych labiryntach i podziwiać balony o wschodzie słońca.

Listopad

Dalsza część podróży to długo wyczekiwana przeze mnie wyprawa do Wschodniej Turcji. Chęć poznania Smaków Orientu.

I tym sposobem zwiedzam m.in. Adanę, Gaziantep, Harran, Şanlıurfę, Nemrut, Elazığ, Diyarbakır, Mardin, Midyat, Hasankeyf, Dara Antik Kenti, Wan Lake. I mógłbym tak jeszcze długo, bowiem atrakcji turystycznych i historycznych nie brakło.

Wiele z tych miejsc mnie urzekło, niektóre zawiodły, do kilku chcę wrócić na dłużej. Ale to materiał na całą opowieść lub serię wpisów.

Zamek Rumkale na Eufracie, Turcja
Zamek Rumkale na Eufracie we wschodniej Turcji

Grudzień

Końcówkę wyjazdu spędzam w Północno-Wschodniej Turcji, m.in. u podnóży najwyższego szczytu w kraju, czyli Ararat (5137 m). Mimo możliwości wyjścia na szczyt, nie decyduję się na to ze względów ideologicznych. Po co mam napychać politykom kieszenie by wejść na jakąś górę skoro jest tyle pięknych i darmowych szczytów w okolicy? Być może jeszcze kiedyś zrewiduję swe poglądy i tu wrócę, ale tym razem odpuszczam.

Ostatnie dni w Turcji spędzam na eksplorowaniu opuszczonych kościołów w okolicach Kars przy granicy z Armenią.

Następnie, już w zimowej i śnieżnej aurze oraz ciągle na letnich opon, uciekam w kierunku Polski by zdążyć wrócić na święta.

Ancient City of Ani, Turcja

Co dalej w 2022?

Podobnie jak w zeszłym roku, nie mam sprecyzowanych planów na nowy rok. Jest tak duże zawirowanie wokół koronawirusa, że trudno cokolwiek zaplanować.

Mam jednak sporo pomysłów i część z nich na pewno zrealizuję, o czym dowiecie się z tego bloga lub instagrama. Tymczasem do zobaczenia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.