Dolina Jaworzynki w Tatrach

Podsumowanie
roku 2018.
Trudnego, pełnego zmian, ale udanego

Tradycyjnie już, rokrocznie lubię spisać najważniejsze wydarzenia minionego roku i obrać kierunek na następne 12 miesięcy. Pozwala mi to nabrać perspektywy, wyciągnąć wnioski i zebrać w jednym miejscu wszystko co najfajniejsze, jak również nad czym muszę jeszcze popracować.

Zresztą, do zeszłorocznego podsumowania wracałem wielokrotnie, nabijając liczniki odwiedzin, ale wychodząc z myślami:

O nie, nie wrócę po raz trzeci na Zawrat, obiecywałem sobie w tym roku odkrywać nowe i tego dotrzymam. Pojedźmy do Małej Fatry i odkryjmy coś nowego, nawet jeśli nie dorówna Tatrom.

Dorównało. I właśnie publicznie spisane zeszłoroczne postanowienia popchnęły mnie do ich realizacji. Przynajmniej częściowej.

Styczeń

Nowy Rok zacząłem się od bardzo dużych wydatków w postaci zakupu samochodu wraz z ubezpieczeniem OC/AC i oponami. Za resztę pieniędzy wyruszam na rodzinny weekend w zimowych Karkonoszach. Jest mgliście i pada śnieg, więc na góry przeznaczamy tylko jeden dzień.

Mimo wszystko uwielbiam zimowe Karkonosze i przebywanie w nich o tej porze roku to czysta przyjemność.

Luty

Zima to moja ulubiona pora na chodzenie po Tatrach, więc dwa weekendy w lutym przeznaczam na te góry. Podczas pierwszej wyprawy jest aż za biało i z racji świeżego, sypkiego śniegu zostaje ogłoszony III stopień zagrożenia lawinowego, zatem wybieramy jedynie wędrówkę na Trzydniowiański Wierch, Polanę Chochołowską i Halę Kondratową.

W dniu wyjazdu ogłaszają nawet IV stopień i jest to jedyny dzień tej zimy o tak wysokim zagrożeniu. Brawo Kamilu za wybór terminu.

Tydzień później ponownie wyruszam w Tatry Wysokie. I ponownie trafiam na wysokie ryzyko lawinowe oraz gęste mgły. To chyba znak by tej zimy odpuścić dalsze zdobywanie zimowych Tatr.

Marzec

Podobnie jak rok wcześniej, marzec był spokojnym miesiącem pełnym planowania i przygotowywania kwietniowej wyprawy poza Europę. Wybór atrakcji, rezerwacja noclegów, doloty, przejazdy czy w końcu zakup brakującego wyposażenie. Uwielbiam planowanie podróży, bo już częściowo pozwala odkrywać nowe miejsca i kultury.

W międzyczasie były weekendowe Karkonosze i na szczęście załapaliśmy się na ostatnie w tym sezonie ośnieżone góry.

Kwiecień

Azja to mój ulubiony kierunek dłuższych podróży i ponownie wybór padł na ten kontynent. Tym razem jednak całkowite przeciwieństwo Nepalu i wielkich Himalajów, a mianowicie rajskie wyspy i wybrzeża Tajlandii. I to był strzał w dziesiątkę!

Wycieczkę zaczęliśmy od nocnego zwiedzania Dubaju. I tyle wystarczyło by zobaczyć najwyższy budynek świata, Burdż Chalifa oraz pokręcić się po okolicy. Nocą to miasto zamiera i pozostawia niedosyt, więc musimy tu wrócić.

Później już było tylko ciekawiej: zatłoczony Bangkok i turystyczne Khao San Road, przejazd do Zatoki Tajlandzkiej i zwiedzanie Koh Phangan oraz Ko Tao. Odkrywanie dżungli w Parku Narodowym Khao Sok, mieszkanie w drewnianych domkach na drzewie czy nocleg w domkach na wodzie.

Nie zabrakło także island hopping nad Morzem Andamańskim, gdzie odwiedziliśmy Koh Phi Phi, Koh Ngai czy Ko Muk, by ostatecznie wylądować w Krabi, skąd wróciliśmy do Bangkoku.

To był miesiąc pełen przygód, do których jeszcze wrócę na blogu!

Maj

Jak pewnie wiecie, ciężko po miesięcznej podróży wrócić do codziennej i regularnej pracy w biurze. Zatem nie wracamy i już po kilku dniach pobytu w Polsce wyruszamy w niby-wiosenne Tatry Polskie na majówkę. Na miejscu zastajemy jednak sporo lodu, śliskie skały i szarobiałe pozostałości po śniegu, co skutecznie zniechęca do wędrówek w wyższe partie gór.

To jednak nie przeszkadza w zwiedzaniu pięknych tatrzańskich dolinek. Korzystając ze słońca, fotografowaliśmy Halę Gąsienicową wraz z Doliną Jaworzynki, Stawy Gąsienicowe i Karb, Dolinę Białego i Sarnią Skałę, Dolinę Kościeliską, Wąwóz Kraków, Smreczyński Staw oraz Kasprowy Wierch.

Dopiero po tym wyjeździe wróciłem z naładowanymi akumulatorami. I setką świetnych zdjęć!

Czerwiec

Lubię Bałtyk przed sezonem, zanim zjadą się tłumy wczasowiczów z parawanami. Plaże są puste, słychać szum fal, a bryza morska przyjemnie pobudza do życia. Wybraliśmy się do Międzyzdrojów, skąd zwiedziliśmy punkty widokowe w Wolińskim Parku Narodowym. I najładniejsze polskie molo.

W drugiej połowie czerwca wróciłem w Tatry i ponownie trafiłem na deszcz, mgłę i szalejący halny. Skończyło się na Giewoncie od Polany Strążyskiej oraz piwie w schronisku na Hali Kondratowej.

Lipiec

Zachęceni czerwcowym weekendem nad Morzem Bałtyckim, postanowiliśmy wrócić po więcej. Jednak aby uniknąć tłumów, zdecydowaliśmy się na niemiecką Rugię i Park Narodowy Jasmund.

Ponad stumetrowe klify kredowe, liczne punkty widokowe, białe plaże i biała zabudowa Sassnitz to miejsca, które trzeba zobaczyć. A wszystko to w zasięgu trzech godzin jazdy samochodem od polskiej granicy.

Sierpień

Korzystając ze słonecznych dni, spakowaliśmy namiot, sprzęt biwakowy i ponownie wyruszyliśmy do Niemiec. Celem było południe kraju, a dokładniej Saska Szwajcaria.

Zobaczyliśmy Most Diabła w Kromalu, skalne miasto Kuhstall, punkty widokowe Schrammsteine czy Lilienstein, urokliwe Rathen i sąsiadujący z nim akwen Amselsee oraz skalne miasto Schwedenlöcher. I przede wszystkim zaliczyliśmy wschód i zachód słońca na Bastei – perle Saskiej Szwajcarii.

Wrzesień

Minęło lato, podczas którego unikam wizyt w zatłoczonych Tatrach. Trzy miesiące później rzucam wszystko i nie rezerwując noclegów ani nie patrząc na prognozy pogody, jadę do Zakopanego.

O poranku jestem w Kuźnicach, oczywiście w deszczu. Ale tym razem nie rezygnuję i kieruję się do Przełęczy Krzyżne. Po przekroczeniu przełęczy, zza chmur wyłania się jedna z piękniejszych panoram tego roku. Kończę fotografować dopiero po zapadnięciu mroku, po czym udaję się na nocleg do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów.

Korzystając z chwilowego szczęścia, wybieram się o wschodzie słońca na Szpiglasowy Wierch i łapię kolejny wspaniały plener fotograficzny. Oby więcej takich spontanów!

Październik

Jesień za oknem już w pełni, więc szukamy miejsc, które o tej porze roku nabierają barw i zmieniają się nie do poznania. Po dłuższym poszukiwaniu inspiracji, wybór pada na Zamek Książ w Wałbrzychu oraz skalne miasto Adršpach w Czechach.

Szczęście nas nie opuszcza i trafiamy w sam środek złotej jesieni, co wykorzystujemy do zrobienia bardzo udanych zdjęć krajobrazowych oraz sesji portretowej.

Listopad

Miałem nadzieję załapać się na jeszcze trochę jesiennych górskich plenerów, więc jeden listopadowy weekend spędzam w Tatrach. I tym razem to stanowczo za dużo, bowiem znowu trafiam na deszcz i mgłę.

Pozostaje mi tylko błądzenie po niżej położonych i mniej znanych obszarach Tatr Zachodnich oraz fotografowanie zamglonych, tajemniczych lasów.

Grudzień

Ostatnie dni roku to zazwyczaj wielkie porządki, szaleństwo zakupów i przygotowywanie do Świąt Bożego Narodzenia. Ale nie u mnie. Zamiast tego wraz z całą rodziną uciekamy do ośnieżonego Zakopanego, gdzie spędzamy święta.

A więc jest turystycznie: Krupówki, Gubałówka, kulig w Kościelisku, lodowisko, termy w Białce Tatrzańskiej oraz Wigilia w Karczmie Sywor.

Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie przedłużył swojego wyjazdu i chociaż na chwilę nie wyskoczył w Tatry. Udało się więc podejść pod bardzo zimowy i lawiniasty Giewont, przenocować w schronisku nad Zielonym Stawem Kieżmarskim, pozwiedzać okolice Jeziora Szczyrbskiego oraz przez trzy dni odkrywać Małą Fatrę, w tym Janosikove Dery oraz Velky Rozsutec. Więcej szczegółów z wyjazdu wkrótce na blogu!

Rozliczenie 2018

W minionym roku podróżowałem o 30% mniej niż w 2017, choć plany były ambitniejsze. W podróży spędziłem 67 dni, więc mimo wszystko jestem zadowolony z tego wyniku.

Odwiedziłem wiele nowych miejsc zamiast ciągle tylko Tatry. Chyba największą zasługę miała przy tym prześladująca mnie brzydka pogoda kiedy obierałem podhalański kierunek.

Niestety to kolejny rok, w którym nie wybrałem się w rowerową podróż z sakwami. To niegdyś moja ulubiona forma podróżowania i bardzo mnie boli kurzący się sprzęt rowerowy w piwnicy. Muszę to zmienić!

Z kolei na konto sukcesów mogę zaliczyć powrót do Azji, czyli Tajlandia poza sezonem.

Plany na 2019

Miniony rok to czas ciężkiej pracy i inwestycji, co skutkowało mniejszą liczbą podróży. Ale jak każda inwestycja, otwiera przede mną nowe możliwości.

Zakup samochodu daje szanse na zabieranie roweru w podróże. Przeprowadzka do Warszawy zmniejsza dystans do nowych miejsc i kierunków. Podjęcie pracy zdalnej to okazja by jeździć częściej i dalej, nie rezygnując z życia zawodowego.

Na koniec, uzupełniłem również sprzęt biwakowy, co pozwoli mi oszczędzać na hotelach i podróżować w mniej turystyczne miejsca. Taki jest bowiem główny plan na najbliższe miesiące.

Co z tego wyjdzie? Podsumujemy w styczniu 2020, a tymczasem życzę powodzenia w realizacji Waszych postanowień!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *